CiekawostkiPrzewodniki

San Juan Chamula – najdziwniejszy kościół katolicki jaki widzieliśmy

San Juan Chamula

Nie jesteśmy fanami zwiedzania kościołów, ale ten w San Juan Chamula jest inny niż wszystko, co dotychczas widzieliśmy. To miejsce, gdzie katolicyzm przeplata się z tradycyjnymi obrzędami Majów pochodzącymi jeszcze z czasów prekolumbijskich. Od prawie 50 lat nie odbywają się w tym kościele msze. Wierzący wyprosili stąd ostatniego księdza i sami odprawiają swoje indiańskie rytuały, prosząc o błogosławieństwo katolickich świętych.

Niewielkie miasteczko San Juan Chamula położone jest w Chiapas w Meksyku, około 10 kilometrów od San Cristóbal de las Casas.

Ten rejon Meksyku nie został skażony przez hiszpańskich najeźdźców jak reszta kraju. Zamieszkiwany jest przez plemię Tzotzil, które jest jednym ze szczepów Majów. Posługują się oni swoim językiem Tzotzil, przy czym około 60% mieszkańców nie mówi po hiszpańsku. Zachowali swoją kulturę, wierzenia i tradycyjny ubiór. Co ciekawe, miasto San Juan Chamula jako jedyne nie uznaje zwierzchnictwa władzy meksykańskiej i ma autonomię – mają swoją policję, sąd i władzę.

ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA

W kościele jest całkowity zakaz robienia zdjęć i filmowania.

Grozi to dużą grzywną, a nawet więzieniem. Mieszkańcy San Juan Chamula wierzą, że zrobienie im zdjęcia zabiera część ich duszy.

Kościół z zewnątrz wygląda bardzo niepozornie. Biały, prosty budynek na środku rynku. Dopiero po zbliżeniu się do fasady kościoła, zauważyliśmy niepokojącą przestrogę.

Zaraz nad głównym wejściem do kościoła powieszona była częściowo obnażona kukła ze smartfonem w ręce (na zdjęciu). Jasny przekaz, co grozi za nieuszanowanie zakazu robienia zdjęć i filmów…

san-juan-chamula
san-juan-chamula-market

W środku kościoła nie ma ławek, modlący się siedzą i klęczą na podłodze na grubej warstwie siana i igieł sosnowych. Wewnątrz panuje półmrok, pomieszczenie wypełnia gęsty dym z kadzideł i ich intensywny zapach. Pod ścianami stoją figury katolickich świętych, które stały się odzwierciedleniem majańskich bogów.

Wierzący modlą się bez narzuconego schematu czy ram czasowych, popijając przy tym Pox (czyt. posz), czyli lokalny alkohol-lekarstwo, mający również oczyszczające właściwości. Podobno w stanie odurzenia alkoholowego modlącym łatwiej jest zbliżyć się do Boga. Pox ma zwykle kilkadziesiąt procent i jest robiony z trzciny cukrowej i kukurydzy.

Curanderos, czyli lokalni szamani i uzdrowiciele diagnozują medyczne przypadłości, rzucone klątwy i uroki u mieszkańców modlących się w kościele. Gdy jest taka potrzeba, przeprowadzają uzdrawiające i oczyszczające rytuały. Zapalają świece, których ilość i kolor różni się w zależności od intencji modlitwy. Składają w ofierze kwiaty, pióra czy jajka, którymi wymachują nad głową uzdrawianego, a następnie rozbijają je o posadzkę. Jednak gdy diagnoza jest poważna i same jajka nie wystarczą, w ofierze składany jest kogut, któremu modlące się Indianki zręcznym ruchem skręcają łeb i skrapiają jego krwią podłogę wokół świętego, do którego kierowana jest modlitwa.

Oczyszczające właściwości, według mieszkańców Chamula, ma również Coca cola. Wierzą oni, że gdy bekamy, opuszczają nas złe duchy. Gazowana Cola, która w tym pomaga, stała się nieodłącznym elementem oczyszczających rytuałów.

san-juan-chamula-kosciol

PRAKTYCZNE INFORMACJE

Z San Cristóbal de las Casas do San Juan Chamula można łatwo dostać się busem, tzw. collectivo. Bus jedzie około 30 minut i kosztuje 18 pesos (3,50 PLN).

Wejście do kościoła dla turystów jest płatne – 25 pesos (niecałe 5 PLN).

W San Juan Chamula możemy zaobserwować niezwykły religijny synkretyzm, czyli mieszanie się tradycji chrześcijańskich z obrzędami indiańskimi. Kościół ten jest wyjątkowym miejscem, które ma ogromną wartość dla mieszkańców tego rejonu. Obserwowanie tej mieszanki rytuałów i obrzędów Majów ze znanymi nam elementami katolickimi jest bardzo ciekawym przeżyciem i polecam Wam się tam wybrać, niezależnie od tego czy katolicyzm jest Wam bliski czy nie.

 

Spodobał Ci się wpis? Polub nas na Facebooku, aby być na bieżąco!

Ula
Ula
Absolwentka AWFu, obecnie studentka Filologii Angielskiej. Fanka ekstremalnych wyzwań, niezwykłych podróży i wszelakiej aktywności fizycznej. Odwiedziła 40 krajów na 5 kontynentach, zdobywała szczyty Europy, Azji, Afryki, Alaski i Ameryki Południowej. Od kilku lat pracuje jako pilot wypraw, prowadzi grupy w górach wysokich (m.in. 7-krotnie stanęła na szczycie Kilimandżaro) oraz na szlakach turystycznych różnych kontynentów. Czas wolny wypełnia jej realizacja licznych pasji: wspinaczka skałkowa i lodowa, biegi górskie, skitury, snowboard, jazda konna, nurkowanie, paralotniarstwo. Ciągła potrzeba rozwoju sprawia, że uczestnicząc w szkoleniach i kursach stale podnosi swoje umiejętności, uczy się kolejnych języków obcych i zdobywa szlify instruktorskie w różnych dyscyplinach sportowych.